Grypa666's Blog

Co gorsze grypa czy kompleks jot?

Płk. inż. Witold Zglenicki

Posted by grypa666 w dniu 19/10/2010

WESPRZYJ BLOG = NA KONTO LUB PAY PALA
†††††††††††††††††††††††††††††††††††††††††††

Reportaż z Gruzji

Piotr Bein 21-31.10.2010

Podziękowania

Serdecznie dziękuję wszystkim, którzy datkami i w naturze umożliwili tę podróż: Ksiądz Paweł, Szczecin; Ksiądz Adam, Warszawa; Bronek i Ela; Dragan; Mgrabas; Jurij i Irena; Lidia i Nina; Dr. Krystyna Brzecka i dr Krzysztof Tarnawski, Wrocław; Państwo Szubertowie, Szwarcwald; Wachmangi Kargoraszwili, Tbilisi.

Podsumowanie

Przylot do Polski 21.9.2010, powrót do Kanady 29.10.2010. dwa tygodnie w Polsce, po tygodniu w Niemczech i Gruzji, parę dni na Ukrainie, dzień w Czechach,

Najlepszy fragment wycieczki = ścieżki rowerowe w Bawarii, gdzie byłem kilka dni, czekając na tani lot do Tbilisi.

Najlepsze żarcie = dieta Kwaśniewskiego u Państwa Szubertów w Złotym Mieście.

Najlepsze kanapki = u Mgrabasa w Przemyślu (prosimy o przepis).

Największa bzdura = celnik polski na przejściu w Dorohusku niewiedział, jak zakwalifikować rowerzystę, bo nie wiozłem papierosów ani alkoholu. Po konsultacji ze zwierzchnikiem, wspaniałomyślnie puścił mnie „bez papierka”!

Szczyt handlowego absurdu = hipermarket Real, Szczecin centrum.  Produkt nie miał kodu kreskowego, kasjerka poradziła mi iść po drugi, bo „klient wybrał produkt bez kodu”. Uprzednio w tym samym sklepie, moją winą było to, że kupilem puste jaja i zgniłe warzywa.

Szczyt profesjonalizmu = ochroniarz z firmy Zarzycki na Dworcu W-wa Centralna. Podszedł do mnie czekającego na pociąg InterCity, w miejscu wyłącznie dla podróżnych z biletami na takie pociągi: Pan nie ma biletu,  opuścić dworzec. Ja: Jest pan pewien? Niech pan woła policję…

Najlepsze i najtańsze koleje = ukraińskie.

Rekord kretyństwa kolejowego = Niemcy i Hiszpanie w Berlinie zajęli przedział rowerowy, mimo że były opodal miejsca siedzące. Stałem pół godziny, trzymając obładowany rower, balansując na nogach bez możliwości złapania poręczy ani pilnego pójścia do ubikacji. Kretyni wychodzili sobie do WC i napominali mnie, żebym ich nie dotykał zabłoconym rowerem!

Największe draństwo = warsztat rowerowy Lublin ul. Kunickiego (ten, gdzie sprzedają i reperują kosiarki i pilarki). Zostawiłem rower do naprawy w grudniu 2009 r. Odebrał znajomy, a ja od niego  we wrześniu 2010, gdy przyjechałem do Polski. Po parudziesięciu km jazdy okazało się, że hamulce były lekko zaciśnięte, żeby ukryć luz w tylnej piaście. Odpowiedź właściciela warsztatu na reklamację : Bo ja wiem co pan z tym robił… Ja: Nic, rower stał w magazynie kolegi od grudnia. On: Od grudnia?! Gwarancję dajemy na 6 miesięcy.  Ja: Więc zapłacę za  usunięcie problemu. Ile? Inny warsztat na tej samej ulicy wziął 20 zł zamiast 25 zł za inspekcję i dociśnięcie piasty.  Po przejażdzce w Bawarii piasta znów się poluzowała. Przed wylotem do Gruzji, w Warszawie kupiłem więc nowe koło z piastą (wymiana szprych nie opłaca się), a że moja opona niepasowała do nowej obręczy, wydałem w sumie 100 zł. Koło z Lublina i prawie nowa opona poszły na śmietnik.

Najgorsze promy na M. Czarnym = bułgarskie.

Najyntylygyntniejsza obsługa = dworzec w Kijowie. W informacji, aktrisy ani be ani me po angielsku, patrzą otępiałe, gdy pytasz w nieznanym im języku, jakby cię nie  było. Na to samo pytanie po rosyjsku odpowiadają, jakbyś był utrapieniem nie do zniesienia w ich życiu. W wymianie walut baba z dupskiem przyrośniętym do krzesła odpowiada na prośbę po rosyjsku o wymianę 5 z 50 dolarów: Njet dolarow razmienić. Na prośbę wymiany 2 dolarów: Njet hrywien.

Szczyt wrażliwości = kierowca eleganckiego busika Berlinii ze Szczecina  kazał mi przenieść na przyczepkę torbę z serami, bo mu jeden z nich śmierdział. Broń Boże nie dotknął torby.  UpychaL inne bagaże, waląc mnie nimi w plecy (siedziałem na tylnym siedzeniu). Po przybyciu na Berlin-Tegel okazało się, że moja, jedyna na przyczepce, torba jest utytłana brudem, przewalawszy się po podłodze na niewszędzie równym jak stół autobahnie.

Najładniejszy dworzec lotniczy = Vancouver, Kanada.

Najbardziej ludzki = kierowca autobusu z lotniska Vancouver wpuściłl mnie, mimo że zabrakło mi dolara na bilet.

Szok kulturowy

Może kogoś zdziwił „polsko-kaukaski” temat głównego artykułu poniżej. Jestem w Gruzji. Do Baku nie odważyłem się jechać z uwagi na ostrzeżenia dla turystów. Nad M. Czarnym jest teraz gorąco w dzień, noce ciepłe, śpię w namiocie bez śpiworu. Dużo tu plaż z ciemnego żwiru, ale pochodzenie nazwy morza  jest inne — wkrótce poczytacie w artykule o azjatyckiej historii Słowian południowych. W głębi kraju jest nieco chłodniej, ale wciąż łagodnie na spanie w namiocie, natomiast w górach jest zimno.

Nieświadom, przybyłem tu w wielkie święto 14. X — powstanie państwa chrześcijańskiego  na pocątku IV w.  Pojechalem podmiejskimi drogami przez osiedla  do centrum stolicy …szok! Ohyda, brzydota, przygnębiające widoki zdezelowanych bloków, płotów, dróg, mostów, obiektów przemysłowych.  Pierwszy zapytany o drogę zaprosił mnie na wino, co przeciągnęło się w całodniową biesiadę z niekończącą się serią toastów (kunszt gruziński). Starym azjatyckim zwyczajem kobiety nie jedzą i nie piją z chłopami, tylko osobno, gdy już usłużą im. Podobnym zwyczajem córka po zamążpójściu zamieszkuje w domu ojca.  Chętnie skorzystałem z oferty noclegu, bo zaczęło padać. Pokazali mi drzewo genealogiczne ich rodu: Ta gałązka to Nikola — wskazała radośnie córka, spoglądając na maleństwo w wózeczku.

Następnego dnia w Tbilisi lało jak z cebra. Spotkałem …kolegów mego syna z uniwersytetu w Montrealu. Próbowałem obliczyć prawdopodobieństwo, ale zabrakło mi zer po przecinku. Koledzy uczą Gruzinów angielskiego, zarabiają znacznie więcej niż przeciętny tubylec, ale grosze na warunki w Kanadzie, gdzie trudno im znaleźć pracę. Tak to żydomasoneria „rozwiązała” problem biedoty tu i tam: młodzież zachodnia w potrzebie za grosze uczy angielskiego „murzynów” potrzebnych w podbojach gojów. Jak już nauczą wszystkich angielskiego na całym świecie, sami zostanąa „murzynami” w obecnie tzw. rozwiniętych krajach. Spotkani młodzi kanadyjcy rozmawiali o „kwestiach płci” — typowy żydomasoński temat wpojony gojom „do naprawy” wg receptur jeszcze ze Szkoly Frankfurckiej: wyszukiwać „konflikty” i zaogniać je. Mamy więc konflikty: pokoleń, płci, proletariatu z kapitalistami. kolorowych z białymi, religioznych z religioznymi inaczej itd. Niech młodzi z Kanady wytłumaczą Gruzinowi, u którego gościłem, że ma jeśćc razem z kobitami, wyrzucić rodziców i córkę z domu, a drzewo genealogiczne wyrwać z korzeniami.

Do stolicy wjechałem bulwarem prez. Georga W. Busha i ulicą Lecha Kaczyńskiego. Jak w podbitym (i odludnionym z Serbów) Kosowie na Bałkanach, ulice noszą  nazwiska marionetek kompleksu, który te regiony „przeobraził” wg własnej geopolityki.

Szok jewropejski

Gruzini myślą (podobnie jak wielu Polaków), że napadła na nich Rosja w Osetii Płd.! Pytają o nazwisko nowego prezydenta RP, dodając: polski samolot rozbił się. Lecz zapytani o opinie o 10 IV, zmienili temat na uratowanie górników w Am. Płd. A czy w Polsce dobrze? Trochę lepiej niż w Gruzji — odpowiadam uprzejmie. Chciałem kupić 4 mandarynki przy drodze. Sprzedawali na wiadra, więc dali mi pół wiadra za darmo. Są jednak benefity z prezydentury Kaczyńskiego…

Na gmachach rządowych flagi narodowe  (z 5 krzyżami chrześcijańskimi)  obok judeo-masońskiej flagi jewrounii. Nowe budynki i pomieszczenia to banki, stacje benzynowe, apteki i co paredziesiąt km policja przy głównych drogach. Patrolują drogi w nowych skodach, pilnując beemwic i mercedesów z demobilu zachodniego, przemalowanych najchętnej na mafijno czarno. Nie ma to nic wspólnego z tradycyjnym czarnym odzieniem kobiet w krajach prawosławnych dla pamięci ukrzyżowania Chrystusa. Gruzowiki i busiki też smrodzą niemiłosiernie — przy gorącu, kurzu i złych nawierzchniach jest to trudno znieść rowerzyście.   Na boczne drogi nie wjeżdżam, bo rower i tak ledwie zipie na wybojach. z jakiegoś powodu kultywowanych na przejazdach przez miasta i miasteczka.

Trafiłem na winobranie, więc dość zostało w winnicach dla amatorów resztek. Gruzini twierdzą, że ich ziemia jest ojczyzną wina… a nawet matką Europy —  widocznie uwierzyli masonom, że Unia jest chrześcijańska. W czasach największej świetnosci, Gruzja sięgała od obecnego położenia, przez obecną Turcję i Pld. Bałkany, aż po Płd. Italię. W najbardziej wschodniej prowincji, w miasteczku Signagi, muzeum odnowione z funduszow UE wystawiło …gruzińskie zbiory malarstwa zachodniej Europy! Trafiłem też na mgłę w tym miejscu, dokąd autokary zwożą turystów do podziwiania widoków. Nazwałem Signagi „wioską Potiomkina”; w odbudowanym, odpędzlowanym miasteczku fasady zakrywają zrujnowane wnętrza i ruinki w podwórzach. Wszystko za forsę US-AID.

Infrastruktura jest w Gruzji w stanie opłakanym, mimo deklaracji przyjaźni i pomocy z USA i UE.  Odcinki dróg w przebudowie lub remoncie są niebezpieczne: niestandardowe oznakowanie, wąska jezdnia, często ze zdjętą nawierzchnią, pozostawioną dla 2 pasm ruchu, gdzie nawet autom trudno się wyminąć, a co mówić o ciężarówkach i autobusach! Na „wyremnotowanej” części robót, otwarte lub zapadnięte wpusty pozostawia się nieoznakowane, łatwo wpaść w dziurę zlokalizowaną w cieniu. Nawet na prestiżowej „autostradzie” lotnisko-Tbilisi, duże wpusty kanalizacyjne pozbawione są pokryw, „chronione” oponą czy gałęzią zatkniętą w otwór dla przestrogi, a nawet  bez tych zabezpieczeń.

Ze stolicy na czarnomorskie wybrzeże postanowiłem więc przejechać pociągiem (główna trasa w Gruzji).  Konduktor pociągu do Batumi wyłamał się z gruzińskiej serdeczności. Zawiadowca stacji (zawieduszczij wokzała) zapewnił mnie, że rower mogę wziąć do wagonu, a koszt wynosi 5 lari, płatne u konduktora. Ten ryknął coś na mój widok z rowerem. Po pertraktacjach w jęz. rosyjskim z pomocą uprzejmych pasażerów, król wagonu niechętnie pozwolił umieścić rower w szafce konduktorskiej (co wymagało rozebrania na czynniki pierwsze). Szafka nie została zamknięta na klucz, a w pulmanie było parę alternatywnych miejsc na rower. Ile było przy tym narzekania, że on nie może roweru pilnować! Musi wypisać kwitancje, a jak mi rower ukradną, to on będzie odpowiadać! Chodziło o bakszisz (kultura tu zbliżona do tureckiej, łącznie z niektórymi  ustępami, gdzie wstępuj z dozą odwagi), bo podniósł cenę na 10 lari. Powołałem się na autorytet zawieduszcziego i jednak stanęło na 5 lari. Kwitancji nie dostałem, roweru nikt nie ukradł.

W Batumi, po bezskutecznych pół-dniowych poszukiwaniach informacji o promach, popedałowalem do pobliskiego portu Poti (60 km). Na odcinkach pod górę  było tyle spalin ze starych samochodow, że zatykało. Miała rację córka mojego gospodarza z pierwszego dnia:  Gruzja jest wszędzie piękna… tylko dodałbym: tam, gdzie nie ma ingerencji czlowieka, czyli w czystej naturze górek wokół Signagi (występuje tam m.in. leopard), niebotycznych gór kaukaskich, kopców wokół Batumi, czy zalewów i lagun koło Poti.  Tym Gruzja nie różni się od większosci krajów.  Reszta nadaje się pod buldożer. Na plażach w paru miejscach, w miejscowości wypoczynkowej i poza — śmieci, zrujnowane hotele i pensjonaty, a tu i tam ogrodzone enklawy strzeżone przez policję.

Dudniący symptom kryzysu

Zwiedzanie Batumi zacząłem od stacji kolejowej, usytuowanej kilka km od śródmieścia, mimo że tymi samymi torami chodzi stamtąd kolejka dojazdowa, jak z lotniska do stolicy.  Futurystyczny budynek w kształcie nachylonego szklanego prostopadłościanu wyposażono w strzałki do WC …po drugiej stronie ulicy! Za to  bez wychodzenia ze stacji, ale bacząc na wodę kapiącą z futurystycznego szklanego dachu,  można w hallu stacji obejrzeć plansze propagandowe o modernizacji odcinka Tbilisi-Batumi, która ma skrócić czas podróży  o połowę.  Na tejże trasie długości niespełna 400 km, 7 godzin męczyłem się z innymi podróżnymi w pulmanie (miejsca leżące były wysprzedane). Jeden chrapacz przeszkadzał większości, a zaraz po zgaszeniu światla ok. północy, konduktor włączył telewizornię z rosyjskim dreszczowcem,  którego dramatyczny dźwięk od czasu do czasu budził zasypiających.

Batumi przygnębia, pomimo pozostałości po świetności nabrzeża pasażerskiego: obskurny wjazd przez dzielnicę portową, zrujnowane ulice, syfowa dzielnica turecka…  Trwają „wykopki” renowacji wjazdu do Batumi i starego miasta, tj. wyrównanie wybojów i wertepów ulic i chodników.  Dofinansowanie z UE. Banksterscy lichwiarze i tu zarobią, chyba na tym głównie polega „miłość” UE do Gruzji. Naród za biedny i za głupi, żeby wyprodukować i ułożyć kostkę granitową. Bezrobotni z ręcami w kieszeniach przyglądają sią ślimaczemu postępowi robót. Przy robotach chodnikowych wokół odremontowanego (ale tylko od strony frontowej!) budynku banku w Poti, robotnicy mówią mi: średnia płaca w Gruzji – niecałe 100 $, praca rządowa 500 $ i więcej na miesiąc. Za taką posadę trzeba dać łapówkę co najmniej 5 tys. $. Potwierdza to oficjalna kolorowa broszura dla turystów, dodając, że Sakaszwili próbuje zwalczać te korupcyjne pozostałości b. reżimów.

Nielepiej jest w podstawowej gałęzi gospodarki, rolnictwie. Przy winobraniu dużo gruzowików – zemsty chyba jeszcze Stalina, ale one dowoziły zbiory do tirów …tureckich.  Tak samo z mandarynkami. Czy kochająca Gruzinów, Polska czy Unia, nie mogłaby za winogrona, wina czy cytrusy dać Gruzji 100 tirów do transportu ich produktów i klauzulę uprzywilejowania handlowego? Chyba Europejczycy nie konsumowaliby tych dóbr mniej chętnie niż z Izraela? Zdolność produkcyjną Gruzji widać ze stoisk przydrożnych – ta wioska produkuje sery i owoce, następna mięso, potem seria stoisk z orzechami, winogronami, winem…  Tu stoi wyrobnik łopat i siekier, tam drabiniarz… wszyscy z atrakcyjnie ułożonym towarem, żeby przyciągnąć klienta-kierowcę. Tuż pod Tbilisi, przy głównym węźle drogowym z drogowskazami na cały Kaukaz, rozpostarł swe namioty bazar, zajmujący dziesiątki hektarów. Stąd do Baku, Jerewania i granic z Rosją, Iranem, Turcją jest mniej niż dzień jazdy samochodem.

W największym porcie Gruzji, Poti,  tablica na urzędzie „zatrudnienia” informuje, że program finansuje US-AID. W Batumi wczesnym rankiem przejechałem koło grupy robotników  przy bramie portu, czekających na dzienny najem. Na prom, którym przepłynąłem na Ukrainę, wjeżdżaly głucho dudniąc  puste wagony i garstka tirów — symptom kryzysu gospodarczego kraju, który sprowadza ropę z …Ukrainy wagonami kolejowymi na promach! Tymczasem z terminalu w Baku w sąsiednim Azerbajdżanie, przez Gruzję i Turcję do śródziemnomorskiego terminalu Cejhan,  biegnie  rurociąg ropy z pól kaspijskich. Ta  niemal 1800 km długa rura (druga po Rurociagu Przyjaźni pod wzgl. dlugości) przesyła kaspijską ropę na potrzeby Zachodu.

Nacje, nacjonalizm i ludobójstwo

Na promie dzieliłem kabinę z 3 Ukraińcami. Dwóch wracało z tobołami — problem przy ukraińskiej odprawie celnej. Zaś Mikolja z Charkowa wracał z plecakiem i góralem  z 2-tygodniowej wycieczki po Gruzji, gdzie odkrywa sobie kaukaskie grupy etniczne i dziką przyrodę. Wlaśnie był wśród  Swanów — nacji zepchniętej w góry przez najazdy tureckich Seldżuków w obecny rejon Swanetia, usytuowany między Abhazją w płn.-zach. krańcu Gruzji a Osetią Pld. Przyrównałem te aspekty do bałkańskich, np. Czarnogórcy to Serbowie zepchnięci w góry przez Turków osmańskich. Ale Mikolja nie chce słyszeć, uważa Europę za „muzeum” w porównaniu z (wg niego) nienaruszonym pięknem ludzkim i przyrodniczym Wschodu aż po Chiny.  Nie jeździ jednak rowerem po Ukrainie, bo w pracy przy elewatorach zbożowych zjeździl służbowo całą ojczyznę.  Poleca zwiedzić w swym kraju Podkarpacie i Krym.

Przejechałem to Podkarpacie elektriczką kilka lat temu,  w drodze ze Lwowa na Słowację i w Alpy, (skąd przejechałem wysokogórską Grossglocknerstrasse do Włoch i dalej wzdłuż wybrzeża śródziemnomorskiego do Lizbony, w sumie 5 tys. km rowerem i 2,5 tys. km pociągami).  Chciałem więc przejechać rowerem wybrzeże krymskie, zamiast podróży do Charkowa, dokąd Mikolja zaprosił mnie.

Mikolja zdumiał mnie stwierdzeniami, że Gruzję zrujnowała wojna z Rosją. Podzielił tu zdanie starszej wiekiem właścicielki kwater turystycznych w Tbilisi, która odpowiedziała na moje pytanie, jak się wiedzie jej krajowi: Pomalutku, podnosimy się po wojnie z Rosją. Kto z kim wojował, wyjaśniło się, gdy na promie gaworzyliśmy z podróżnym gruzinskim, który był ciekaw, jak mi się podobało Tbilisi. Piękne, wymaga wiele pracy remontowej — powiedziałem.  Gruzin: Masz szczęście, że nie byłeś tam kilka lat temu:  jeszcze większe zniszczenia, bandytyzm…  nie przejechałbyś rowerem bez rabunku czy napadu.  Saakaszwili zrobił porządek. Mikolja: Kto dokonał zniszczeń? Bombardowania przez Rosjan? Gruzin: Zadne ruskie bomby, sami się niszczyliśmy, jedna grupa przeciw drugiej — wojna domowa...

Opowiedziałem Mikolji o moich badaniach nad kompleksem jot i Balkanami. Ty jesteś teoretyk spiskowy! — odparl.  Nie rozumiał, po co ktoś miałby dzielić Bałkany. A po co dzielą Ukrainę na pro-rosyjski wschód i pro-unijny zachód? – zapytałem.  Pro-narodowy zachód — poprawił mnie. Skrajny nacjonalizm – skorygowałem. Patriotyczny, wolnościowy nacjonalizm neo-banderowców — Mikolja uściślił się. Co to za patrioci, co zabijali kobiety i dzieci polskie podczas II wojny światowej? — zapytałem.   Mikolja zaproponował zostawić temat na inną okazję.

W Kerczu zobaczyłem po ubraniach tubylców, że po lecie zostały tylko wspomnienia, nawet na Krymie. Przejazd autobusem do Simferopola utwierdził mnie, że nie warto pedałować przez Krym ani jego wybrzeżem.

Transport i ceny

Są zapytania na necie o ceny i transport w Gruzji. Wszędzie w miastach i między, tanio pojedziesz busikami. Pasażerskie szlaki kolejowe są ograniczone w stosunku do pokazanych na mapach drogowych. Pytaj więc na stacjach o połączenia. Drogi E z reguly dobre dla roweru, podłe przez miejscowości, fatalne przez tereny przemysłowe i porty: dziury i kurz, smród spalin, kałuże po deszczu, kierowcy bezlitośnie opryskują rowerzystę.

Przylot do Gruzji = tani lot PLL Lot, rower gratis, jeśli mieści się w limicie bagażu 20 kg (poza podręcznym), trzeba odkręcić pedały, przekręcić kierownicę, zapakować w pudlo lub owinąć plastikiem. Tego nie wiedziałem. Gościu na Okęciu chcial 40 zł za owinięcie zgrzewką. Znalazłem na śmietmiku na zewnątrz dziesiątki metrów zgrzewki z palet po workach z zaprawą (wieczna modernizacja dworca Okęcie) .

Powrót (można tak samo przybyć) = np. promem pasażersko-towarowym, które opływają kabotażowo M. Czarne (ale np. w Batumi widziałem wodoloty do Soczi). Takie linie mają Ukraina i Bułgaria  Z informacją na necie krucho dla obu kompanii, trzeba w porcie pytać o spedytora, a ten wie, jakie linie i kiedy odpływają z danego portu. Korzystałem z agencji spedycyjnej o nazwie Instra. W Batumi opryskliwa hetera nie chciała podać rozkładu rejsów z pobliskiego Poti, musiałem pofatygować się rowerem 60 km! Natomiast w Poti bardzo miła hetera  tej samej agencji zdezinformowała (nie tylko mnie) w kilku punktach:

  • prom ukraiński (a naprawdę był przerażający turystów prom bułgarski)
  • kabiny tylko 2-osobowe (a wylądowałem w kabinie z 3 innymi podróżnymi, na szczęśscie nikt z nich nie chrapał)
  • dobre żarcie (zabierz swoje, jeśli nie chcesz dołączyć do buntu pasażerów)
  • czas podróży tylko 30 godzin (od przyjścia pod biuro agencji na wyjazd do portu, do wyjścia z promu po kontroli w porcie docelowym Kercz (Ukraina) minęły prawie 2 doby!).

Koszt na promie bułgarskim  160 $ US Poti (Gruzja) – Kercz (Ukraina), kabina 4-5 osobowa, sam rejs ok. 30 godz. + czekanie po obu stronach po kilka godzin, posiłki wliczone, rower gratis.

Luksusowy prom (o słowiańskiej nazwie Greifswald) idzie do Iliczewska (bliżej Odessy) ale kosztuje dużo więcej.

Z Kerczu b. dobre połączenia autobusowe i kolejowe. Był pociąg do Kijowa dopiero wieczorem, więc pojechalem autobusem z promowym towarzyszem podróży do Simferopola, skąd zaraz był pociąg do Kijowa, a stamtąd połączenie do Warszawy.  Wykupiłem bilet do stacji granicznej, zapłacilem 100 hrywien zamiast 700! To moja wypróbowana metoda „skakania” rowerem przez granice.  Dospałem noc w namiocie przy stacji po polskiej stronie, Dorohusk. Podróż koleją Kercz – granica Polski = 250 hrywien (ok. U$ 30 z opłatą za rower).  Za to dostaniesz kuszetkę w przedziale 4-osobowym, z pościelą i ręcznikiem! Kuszetka w otwartym wagonie bez przedziałów (platskarta) jest jeszcze tańsza. Rower trzeba rozebrać,  najlepiej zapakować w plastik czy karton, żeby nie pobrudzić podróżnych i wagonu, bo idzie na pólkę lub pod ławkę w przedziale.

Przykładowe ceny w Gruzji

W czasie mojej podróży: 1 euro = 2,50 lari, 1 dolar US = 1,8 lari.

w dziale delikatesowym supermarketu: słuszna porcja kaszy gryczanej z gulaszem i pieczarkami = 6 lari

dobry obiad w restauracji w Tbilisi = 11 lari, butelka wina od 10 lari (w zwyczaju jest jeść zbiorowo i dzielić się porcjami, jak w chińskiej restauracji)

1 kg jabłek = 2-4 lari (połowę taniej na rynku)

1 kg pomidorów = 2-3 lari (połowę taniej na rynku)

1 kg mandarynek = 1,50 lari na rynku

twaróg = 10 lari/kg

puszka szprot wędzonych w oleju (pyszne, z ikrą) 200 g = 1,5 lari

makrela wędzona na wagę (pół-wędzona na polski gust) = 1 tuszka 3-4 lari

szproty jw.= ok. 5 lari/kg

woda gazowana 1,5 l = ok. 1 lari

szaszłyk przy drodze (z cebulą, bez chleba) = 4 lari

chleb gruziński  = 0,60 lari (ok. 0,3 kg),  1 lari (ok. 0,6. kg)

kefir (fantastyczny!)  = 2,8 lari/litr

piwo miejscowe = 1,50 lari + kaucja 0,20 lari

pokój gościnny  (Tbilisi i Poti)  = 25-30  lari/noc

pokój w hotelu (Poti, standard europejski) = 100 lari

kolejka lotnisko-śródmieście Tbilisi = 0,50 lari (rower za darmo)

busik Signagi – Tbilisi (ok. 100 km) = 5 lari (nie biorą rowerów)

busik w mieście = 0,5 lari

pociąg 2 kl. Tbilisi-Batumi (niecałe 400 km) = 14 lari siedzące, 25 lari leżące (nie wiem czy ekstra, bo zabrakło miejsc)

†††††††††††††††††††††††††††††††††††††††††††

Komunikaty

Awantura o Poliszynela

Andrzej Szubert: Otrzymałem właśnie wiadomość od redaktora Grypy666, Piotra Beina.  WordPress napisał do niego w odpowiedzi, że zablokowanie Poliszynela nastąpiło „przypadkowo”.

Piotr Bein: Interweniowalem w imieniu Poliszynela: I am writing on behalf of the poliszynel blog owner who does not know english; he has not violated any terms of agreement, it must be a mistake; pls respond to me (grypa666 and piotrbein.wordpress.com blogs owner)thank you — Piotr Bein W odpowiedzi WordPress napisal, ze zaszla pomylka:  Hi, A mistake was made in the system which we have corrected. The blog is back just as you left it.  We are really sorry for that happening and the inconvenience it caused you. — Hew S. Happiness Engineer Nastepnie zapytalem,jak powstala „pomylka”, a jesli ktos doniosl o rzekomym zlamaniu regul, czy mozna wiedziec kto i co:  We, the numerous Polish WordPress users, wonder how such a mistake could have arisen. Is it possible to obtain more details, e.g. has someone reported alleged violatio n? — PB

………………………..

Przypomnijmy o Rotmistrzu

Szanowni Państwo, wszystkim, których interesują postępy akcji „Przypomnijmy o Rotmistrzu”, mam do zakomunikowania bardzo ważne nowiny. A może zwycięzcą w konkursie na esej/artykuł/utwór na temat „Rotmistrz Witold Pilecki – dla mnie, dla Polski, dla świata”, okaże się któryś z naszych europosłów? Z pozdrowieniami, Michał Tyrpa

…………………………

Dyktatura relatywizmu

Stanisław Papież: Zapraszam do obejrzenia reportażu Telewizji Fides et Ratio z VII kongresu konserwatywnego zorgnizowanego przez Stowarzyszenie im. ks. Piotra Skargi w Krakowie pt. „Dyktaturia relatywizmu” czy stoimy wobec nowych prześladowań Chrześcijan ?
†††††††††††††††††††††††††††††††††††††††††††

Czytelnia

NWO

Marek Podlecki:  Niestety, obawy Kennedy’ego nie były bezpodstawne. Tzw. „Rząd Światowy” istnieje i przejmuje stery rządów poszczególnych państw. W Polsce delegowany jest do tego m.in. członek CFR (Komisji Trójstronnej – organ Rządu Światowego) Janusz Palikot czy Radosław Sikorski, wieloletni członek American Enterprise Institute – organizacji o charakterze tzw. „neokonserwatywnym”, a de facto trockistowskiej.
Rząd Światowy jest niedemokratyczny, niewybierany w wyborach  jest to prywatna organizacja mająca na celu kontrolę wszystkich ludzi na świecie w celu systematycznej depopulacji do liczby 500 mln. Już dzisiaj obserwujemy implementację zaleceń tego „rządu” w postaci przymusowych szczepień, żywności modyfikowanej genetycznie czy też smug chemicznych rozpylanych przez samoloty wojskowe na niebie. Kolejnym etapem będzie implementacja ochrony przed globalnym ociepleniem (którego tak naprawdę nie ma) co ma spowodować likwidację przemysłu, przejęcie rolnictwa w ręce globalnych producentów i w efekcie zagłodzenie na śmierć dużej części populacji ludzkiej.
Jeśli te słowa wydają się wam szaleńcze to radzę przeglądnąć internet na innyc stronach niż tzw. mass media.

http://www.aei.org/outlook/22985
http://www.pogonowski.com/display_pl.php?textid=566
http://pl.wikipedia.org/wiki/Janusz_Palikot

………………………………

Osam bin Laden wiecznie zywy

…………………………………

Lech Kaczyński a środowiska gejów i lesbijek

……………………………….

Swieta „polskie”

Mgrabas: Telewizja „polska” nakręciła „cykl godzinnych filmów telewizyjnych o współczesnej tematyce psychologicznej i moralnej, połączonych wspólnym motywem: akcja każdego z nich rozgrywa się w dniu któregoś z kalendarzowych świąt. Na tle świątecznych rytuałów ujawniają się postawy i poglądy współczesnych Polaków.” Proszę zwrócić uwagę na film 3. – to miały być święta polskie, a purim to nie jest żadne polskie święto…
1. Noc Świętego Mikołaja (Mikołajki).[2000]
2. Żółty szalik(Wigilia).[2000]
3. Cud.Purymowy.(Purim).[2000]
4. W kogo ja się wrodziłem (Dzień Ojca).[2001]
5. Wszyscy święci (Wszystkich Świętych).[2002]
6. Miss mokrego podkoszulka (Wielkanoc).[2002]
7. Biała sukienka (Boże Ciało).[2003]
8. Królowa chmur (Dzień Matki).[2003]
9. Długi weekend (1 Maja – 3 Maja).[2004]
10. Barbórka (Barbórka).[2005]
11. Piekło niebo (Pierwsza Komunia).[2005]
12. Przybyli ułani (Matki Boskiej Zielnej).[2005]
13. Miłość w przejściu podziemnym (Walentynki).[2007]

†††††††††††††††††††††††††††††††††††††††††††

Aktualnosci krajowe

Zbig: Z forum StopCodex:

Zakaz sprzedaży ziół w sklepach zielarskich

Minister posłanka Kopacz niszczy zielarstwo w Polsce zakazując sprzedaży ziół w sklepach zielarskich !!! Zioła kupują głównie ludzie ubodzy, emeryci, renciści. Minister zdrowia, który odbiera im szansę nabycia tych środków leczniczych i wyjścia z choroby świadomie skazuje tą grupę na śmierć lub kupowanie drogich leków w aptekach. Tu jak wiemy nie ma i nigdy nie będzie ziół bo w interesie farmaceutów jest sprzedaż drogich zachodnich leków, i co z tego, że o licznych działaniach ubocznych, że szkodzą i zatruwają organizm chorego, najważniejszy jest biznes aptekarsko-lekarski nie zdrowie pacjentów. Tak nas urządziła lekarz Ewa Kopacz. Jest to działanie przeciwko zdrowiu i życiu pacjentów, przeciwko rozwojowi przedsiębiorczości w Polsce, przeciwko małym rodzinnym firmom, przeciwko gospodarce i budżetowi państwa (wiadomo przecież, że leki w aptekach są refundowane z budżetu) i przeciwko temu co mówił przed wyborami Tusk, że Platforma zadba o rozwój przedsiębiorczości w Polsce. Wniosek jest jeden, Kopacz, Tusk i platforma musi odejść. Ci ludzie zapomnieli, że Polska to nie kraj jednego urzędnika, który jednym przepisem chce zniszczyć rynek ziół ale nasz kraj, kraj w którym emeryci, renciści, ludzie chorzy i przedsiębiorcy mają prawo do decydowania czym się chcą leczyć i gdzie chcą kupować lecznicze zioła. Inaczej wszystkie poradniki zielarskie, receptariusze ziołolecznictwa i podręczniki zielarstwa trzeba będzie zniszczyć. Zamiast dbać o rozwój branży zielarskiej w Polsce jako gałęzi prozdrowotnej Kopacz ją niszczy. Dlatego apeluję do wszystkich ludzi chorych, emerytów, rencistów i przedsiębiorców aby w nadchodzących wyborach głosować przeciwko platformie obywatelskiej, przeciwko P.O. przeciwko takim urzędnikom jak Kopacz. Dzisiaj niszczy się zielarstwo w Polsce, jutro pójdą pod nóż następne branże gospodarcze. Jest to świadome niszczenie narodu jest to świadome niszczenie Polski rękami Kopacz. Zobacz co się dzieje. Relacja z wiadomości lokalnychJak dalej nie wierzysz, zobacz.

Piotr Bein: Prosze kogos o wykonanie banera: Potepiamy decyzje zielarskie Min. Kopacz

†††††††††††††††††††††††††††††††††††††††††††

Aktualnosci zagraniczne

Ojro-codex

UE wydala dyrektywe wchodzaca w zycie w kwietniu 2011 r.: wszystkie ziolowe i mineralne suplementy zywnosci oraz nauczanie alternatywnych metod leczenia beda zakazane, a szkoly homeopatyczne itd. bede rozwiazane. Od lata br. nie wolno sprzedawac ksiazek o stosowaniu roslin i mineralow. Podpisuj petycje…

……………………………………

Niemcy wspolpracuja z Indiami przeciwe Chinom

Niemiecki minster spraw zagranicznych jedzie do Indii m.in. by sfinaslizowac umowe handlowa UE-Indie.  Krytycy mowia m.in. o koncu produkcji tamich lekow, ktore w krajach jak Indie ratuja od smierci setki tys. osob. Berlin proteguje tez swa zbrojeniowke, ktora ma dostarczyc Indii czolgi.
Tak to baknsterskie narzedzie jatrzenia od paru wiekow, Niemcy ida na nowa misje niepokoju i wojen, tym razem przeciw rychlej potedze swiatowej, Chinom.

………………………………..

Niemcy czlonkiem Rady Bezpieczenstwa ONZ

………………………….

Glowny rabin syjonistow: goje to osly stworzone do sluzby Zydom

……………………………..

Przedstawiciel Palestyny: Niech Izrael i USA pokaza mape Izraela, jaki mielibysmy uznac

……………………………….

Osadnicy izraelscy „poluja” na drogach na Palestynczykow

Uwaga – razace zdjecia

……………………………….

Chris Bollyn: Hufschmid i Murdoch agentami dezinformacji judeocentrycznej

†††††††††††††††††††††††††††††††††††††††††††

Fundacja Nauki Polskiej im. inż. Witolda Zglenickiego

84-230 Rumia, ul. Poznańska 14 / 41, tel. 58 671 35 81; gsm 784 758 551


 

Pułkownik inż. Witold Zglenicki

„Kto liczy na tygodnie, ten sieje trawę,
Kto liczy na lata, sadzi drzewa,
Ale kto liczy na stulecia,
Ten wychowuje i kształci dzieci”

W 2004 roku mijęło 100 lat od śmierci filantropa, największego mecenasa nauki i nauki i oświaty w całej 1000-letniej historii Narodu Polskiego, geologa, legendarnego nafciarza – inżyniera Witolda Zglenickiego.

Witold Zglenicki urodził się 6 stycznia 1850 r. na Mazowszu, w rodzinie szlacheckiej. W l. 1859-66 uczył się w płockim Gimnazjum Gubernialnym, a w latach 1866-70 studiował na wydziale Matematyczno-Fizycznym Szkoły Głównej Warszawskiej. Od 1870 r. do 1875 r. był studentem Instytutu Górniczego w Petersburgu. Swoją osobą zwrócił uwagę Mendelejewa (sławnego rosyjskiego chemika, uczonego który był twórcą układu okresowego), lecz postanowił poświęcić się górnictwu, widząc w przemyśle naftowym ważny czynnik rozwoju. Studia ukończył z I lokatą, a trzeba przy tym pamiętać, że w owym czasie Instytut Górniczy w Petersburgu, prezentował najwyższy na świecie – w swej dziedzinie – poziom nauczania.

Zwolniony z obowiązku odbycia służby wojskowej – w Rosji tylko inżynierowie górnicy byli z niej zwolnieni (Polska była wówczas w trwającej 123 lata niewoli i pod okupacją Rosji, Niemiec i Austrii) – otrzymał skierowanie do Zakładów Górniczych Królestwa Polskiego. Tam zajmował się eksploatacją i modernizacją wielkich pieców do wytopu żelaza.

W 1890 r. zatrudniono go w Zarządzie Górniczym w Rydze (obecnie Łotwa), a w nagrodę za nienaganną pracę, zaproponowano mu stanowisko naczelnego inżyniera Donieckiego Okręgu Kopalnianego. Zglenicki jednak odmówił – co nie zostało mile przyjęte przez władze carskie – i za protekcją hrabiego Beckendorffa, rozpoczął pracę w Baku, gdzie pracował do końca życia.

Baku nad Morzem Kaspijskim (obecnie Azerbejdżan), było wtedy odległym garnizonem wojskowym Rosji. Jednocześnie powstawał tam największy na świecie ośrodek wydobycia nafty i przemysłu rafineryjnego. W 1873 r. było tam zaledwie 9 szybów, w 1879 już 251, w 1900 r. – 1710. W 1901 r. dostarczało 50 % światowego wydobycia ropy naftowej. Swoje szyby naftowe i rafinerie mieli tam Bracia Alfred, Ludwik i Robert Noblowie, Alfons Rotschild. Niezadługo kaspijską naftą zacznie interesować się także Rockeffeller. Wcześniej jednak wysyła on swoich pracowników do Polski, do prowincji zwanej wtedy Galicja. Wysyła ich na naukę do pioniera górnictwa naftowego, wynalazcy lampy naftowej – Polaka Ignacego Łukasiewicza.

Baku rozwijało się żywiołowo – w ciągu l. 1897-1903 podwoiło liczbę mieszkańców. Brak w nim było kanalizacji, wodociągów, było nękane epidemiami dyfterytu, tyfusu, cholery. Dostępna woda była zasolona i zanieczyszczona naftą. Z tego też względu inżynier Zglenicki inicjuje budowę miejskich wodociągów, a dzięki jego pomocy finansowej w centrum miasta buduje się polski kościół.

Inżynier wspiera także naukę, czego dowodem jest jego wsparcie dla Biblioteki Bakińskiego Oddziału Imperatorskiego Rosyjskiego Towarzystwa Technicznego. I tak dla przykładu: Spółka Braci Nobel wpłaciła na jej rzecz 60 rubli, Spółka Rothschildów 45 rubli, milioner Tagijew 33 ruble, a inżynier Zglenicki 1000 rubli.

W dziedzinie zawodowej, inżynier był ceniony za uczciwość, także wobec tubylców, sumienność i fachowość, cechy rzadko spotykane w carskiej Rosji. Pasją Zglenickiego były jednak badania geologiczne. Cały swój wolny czas i prywatne fundusze, poświęcał tej działalności. W międzyczasie opracował i podarował nafciarzom przyrząd do pomiarów prostopadłości wiercenia otworów górniczych. Błędy pomiarów były wtedy przyczyną wielu awarii, pożarów, eksplozji i ludzkiej śmierci. Zaprojektował też urządzenie do podmorskich wierceń i wydobycia ropy naftowej, stając się absolutnym, światowym pionierem w tej dziedzinie. Dzisiejsze platformy wiertnicze biorą swój początek od Baku i osoby inżyniera Zglenickiego. Wyznaczył podmorskie działki naftowe i określił ich zasobność. W sumie wskazał 31 obszarów roponośnych na lądzie, nie licząc złóż podmorskich, ponadto ustalił złoża rud żelaza, pirytu, barytu, kobaltu, molibdenu, węgla, manganu, miedzi, soli kamiennej, złota, srebra, arsenu.

Za swoją fachowość, sumienną pracę i odkrycia, które udostępniał za darmo, został awansowany do stopnia pułkownika, a car nadał mu prawa do działek naftowych na lądzie i Morzu Kaspijskim. Niektóre z nich kupuje z własnych środków.

Niespodziewanie dowiaduje się, że jest śmiertelnie chory. Cukrzyca jest wtedy nieuleczalna. Inżynier zapisuje więc większość swojego majątku nauce polskiej, a część rosyjskiej, jako dowód wdzięczności za wykształcenie zdobyte w Petersburgu.

W myśl jego zapisu, z dochodów fundacji, w każdej guberni Królestwa Polskiego ma zostać wybudowany kościół katolicki i szkoła techniczna, w której niezamożni uczniowie będą pobierać naukę za darmo. Wsparcie mają otrzymać także środowiska naukowe, tworzone i wspierane mają być laboratoria badawcze, fundowane nagrody za wybitne dokonania naukowe.

Wszystkie te dzieła ma realizować Kasa im. Józefa Mianowskiego w Warszawie. Zglenicki – w testamencie – kategorycznie zakazuje sprzedaży majątku lub praw do niego, a nakazuje korzystać z niego przez naukę polską po wsze czasy. Dochody jednej z działek zapisuje na rzecz Bakińskiego Imperatorskiego Rosyjskiego Towarzystwa Technicznego. Dokonuje też wielu zapisów na rzecz filantropii np. polskiego Katolickiego Towarzystwa Dobroczynności i osób fizycznych, nie pomija nawet dozorcy. Witold Zglenicki umiera 6 lipca 1904 roku.

Wdzięczni mieszkańcy Baku, na wodach Zatoki Bibi Ejbatskiej, na sztucznym lądzie, stawiają Inżynierowi pomnik, który przetrwał do dzisiaj burze dziejowe (ciało zostało przewiezione do ojczyzny i pochowane w rodzinnym grobie w Woli Kiełpińskiej).

Wizja Inżyniera wkrótce realizuje się, a na morzu powstaje miasto platform wiertniczych.

Brak specjalistów mających rzeczywistą wiedzę na temat złóż nafty pod dnem morskim, sposobu jej wydobycia, dopiero co rozpoczęta eksploatacja jednej z działek lądowych, wszystko to sprawiło, że powątpiewano w sens i wartość testamentu. Trzeba pamiętać, że nawet dzisiaj ludzkość wie więcej o kosmosie niż o głębinach oceanów, a wtedy minął zaledwie rok, jak amerykańscy lotnicy – bracia Wright – po raz pierwszy oderwali się od ziemi maszyną cięższą od powietrza.

Postanowienia testamentu realizował przyjaciel inżyniera i prawnik, który m.in. część działek usiłował – wbrew jego postanowieniom – sprzedać, a część wydzierżawił Towarzystwu Kaspijsko-Czarnomorskiemu, należącemu do rodziny paryskich bankierów Rothschildów. Według niektórych źródeł, rodziny Zglenickich i wdowy po inżynierze, zaledwie 20 % należnych sum trafiało do Kasy im. Mianowskiego.

Z tego powodu pod wpływem polskiej opinii publicznej, w roku 1910 wytoczono proces o unieważnienie zawartych umów. Chęć eksploatacji złóż nafty wyraziła spółka Rylskich, rodziny polskich przemysłowców działających na Kaukazie. Oferowała ona znacznie korzystniejsze warunki finansowe. Być może nie starczyło w Rosji woli politycznej lub Rothschildowie mieli lepszych prawników, rodzina Zglenickich – ze szkodą dla nauki polskiej – procesu nie wygrała. Niedługo potem wybuchła I wojna światowa i w jej konsekwencji Rewolucja Bolszewicka. Wszelkie przedsiębiorstwa zostały znacjonalizowane / skonfiskowane przez bolszewików.

Sprawa zapisu inż. Zglenickiego była nawet omawiana – po wygranej przez nas wojnie polsko-bolszewickiej 1920 roku – podczas negocjacji pokojowych w Rydze. Rosja Bolszewicka z właściwą sobie hipokryzją była skłonna uszanować testament, lecz za cenę uznania przez Polskę prawomocności bolszewickich konfiskat kapitału zachodniego w Rosji, w tym kapitału amerykańskiego, brytyjskiego i francuskiego. Nasz rząd z oczywistych względów nie mógł tego uczynić. Tak więc zamknęło to sprawę.

Rodzina Zglenickich – na zaproszenia wodza Światowej Rewolucji Komunistycznej, Włodzimierza Iljicza Lenina – w 1923 r. w ramach tzw. Nowaj Ekonomiczeskaj Palityki, wyjeżdża do Baku i za własne oraz pożyczone pieniądze, uruchamia zniszczone przez armię turecką i rewolucję, szyby naftowe, platformy wiertnicze. O ile przed I wojną światową i Rewolucją Bolszewicką, nafta płynęła strumieniem, teraz tryska szeroką rzeką.

I właśnie wtedy, komuniści powtórnie i tym razem już ostatecznie, konfiskują pola naftowe, odbudowane szyby i platformy, a Związek Sowiecki przez dziesięciolecia pompuje tam naftę.

Podczas II wojny światowej, podmorskie, odkryte przez Polaka złoża nafty, pobudzają wyobraźnię Hitlera, który bardzo jej potrzebuje dla realizacji swoich planów podboju świata. Rzuca więc swoje dywizje pancerne pod Stalingrad. Niemieckie czołgi i dywizje strzelców alpejskich docierają aż na Kaukaz. Niezmierzone zasoby nafty są prawie na wyciągnięcie ręki.

Na szczęście młodzi polscy naukowcy, jeszcze przed wybuchem wojny, łamią niemieckie szyfry, budują sobowtóra hitlerowskiej maszyny szyfrującej Enigma i przyczyniają się do stalingradzkiej klęski Wehrmachtu i zwycięstwa aliantów w całej wojnie.

Rodzina Inżyniera w 1944 roku powtórnie zwróciła się w sprawie jego testamentu do lubelskiego, polskiego rządu komunistycznego (PKWN) lecz bezskutecznie, a ostatni pełnomocnik fundacji – profesor Politechniki Lwowskiej i Gdańskiej, Maksymilian Tytus Huber (sformuował teorię energii postaciowej, za którą o mało nie dostał nagrody Nobla), przemocą został zmuszony do przekazania aktywów Zglenickiego, powstającej właśnie Polskiej Akademii Nauk. Starania rodziny Zglenickich, wznowione w latach 80-tych i petycje skierowane do gen. Wojciecha Jaruzelskiego, także pozostały bez pozytywnego odzewu.

Z absolutną pewnością można powiedzieć, że zapis Zglenickiego miał wartość ogromną i z pewnością przerastał uważane dotychczas za największe, zapisy królowej Św. Jadwigi – zapisy na odnowienie Akademii Krakowskiej, czy też jej ufundowanie w XIV wieku przez króla Kazimierza Wielkiego. O jakie jednak pieniądze może się rozchodzić?

Po zapoznaniu się z dokumentami wiadomo, że Rothschildowie mieli obowiązek przekazywać fundacji rynkową równowartość 16 % wydobywanego gazu i 20 % nafty. Uwzględniając to oraz świadectwa rodziny Zglenickich i wdowy po inżynierze (która została przez niego zabezpieczona finansowo i nigdy nie rościła sobie pretensji do majątku zapisanego na rzecz polskiej nauki), a także inflacyjne i deflacyjne zmiany wartości waluty amerykańskiej (zgodnie z calculatorem Banku Rezerwy Federalnej w Minneapolis), Towarzystwo Kaspijsko-Czarnomorskie Rotschildów tylko w latach 1908 – 1915, powinno przekazać sumę 220.000.000 dzisiejszych USD1. Być może kwota ta byłaby większa, gdyby dodatkowo uwzględnić wzrost cen nafty w minionych latach. Może oznaczać to, że w tym okresie z szybów Zglenickiego wydobyto naftę o wartości minimum 1.100.000.000 USD.

Pamiętać trzeba, iż sumy te dotyczą pierwszego, pionierskiego okresu eksploatacji lądowych działek naftowych Inżyniera. Wydobycie na wielką skalę rozpoczęło się po 1923 r. i z działek morskich. Jak wielkie to mogły być ilości nafty i sumy pieniędzy? Prawdopodobnie wielokrotności wyżej wymienionych.

I tym należy mierzyć patriotyzm i wielkość naszego Rodaka, geniusz i serce Inżyniera. Nie z Jego winy, lecz za przyczyną paryskich bankierów i wichrów Historii, dzieło to zostało zniszczone, z wielką szkodą dla polskiej Nauki, Oświaty i Narodu.

Warto dodać, że Fundacja Nobla ustanowiona została cztery lata wcześniej w 1900 r. za sumę około 160.000.000 obecnych USD (wg Sverige Bank). To porównanie oddaje wielkość Inżyniera i jego fundacji.

Fundacja Nauki Polskiej im. inż. Witolda Zglenickiego powstała dla przypomnienia światu, a szczególnie Polakom, osoby Inżyniera (przez wiele lat nie wolno było o nim nawet pisać), jego dokonań w dziedzinie przemysłu naftowego i zasług dla polskiej nauki. W międzyczasie upadł Związek Sowiecki, firmy zachodnie powoli wracają nad Morze Kaspijskie i tylko nikt nie upomina się o zwrot aktywów Zglenickiego lub wypłatę odszkodowań dla polskiej nauki. Nie czyni tego nasz rząd, nawet PAN, która w czasach stalinowskich weszła w posiadanie aktywów.

Fundacja Nauki Polskiej im. inż. Witolda Zglenickiego, zwróciła się więc do w/w instytucji z prośbą o przekazanie jej zamrożonych i niewykorzystywanych od dziesięcioleci aktywów, deklarując, że podejmie w kraju i zagranicą, wysiłki dla odzyskania majątku, z pożytkiem dla nauki polskiej. Polska Akademia Nauk odmówiła jednak tego, a ponadto także ujawnienia Bilansu i wskazania w nim pozycji stanowiącej prawa majątkowe zapisane przez inżyniera mimo, że zobowiązuje ją do tego Ustawa o dostępie do informacji publicznej.

Marek Zawadzki
Prezes Fundacji

Bibliografia/źródła:

prof. Andrzej Chodubski „Polski Nobel 1850 – 1904”,
Bank Rezerwy Federalnej USA / Minneapolis,
Sverige Bank,
inne źródła – internet,
testament inżyniera, spisany w Baku w 1904 r. w obecności radcy dworu Jego Imperatorskiej Wysokości cara Mikołaja II.

Kwota 220.000.000 USD bierze się z tego, że jak podała Kasa im. Józefa Mianowskiego, wpływy wyniosły 2.400.000 ówczesnych USD, a w związku z powództwem sądowym, powinny być 5 razy wyższe tj. wynieść miały 12.000.000 $. Tę sumę należałoby pomnożyć ok. 19 razy, bo o tyle zmieniła się na przestrzeni lat, wartość 1 $.

Według niektórych specjalistów – Nafta Polska S.A., PKN ORLEN, zyski z ropy wydobytej z działek Zglenickiego, oscylują wokół 3.000.000.000 USD – wg cen z ok. 2003 r. Jest to ok. 20 razy więcej, niż wnosił kapitał Fundacji Nobla.

Zapis obejmował 1000 ha działek lądowych i 220 ha działek na Morzu Kaspijskim.

††††††††††††††††††††††††††††††††††††††††††††††††††

Filmik z działalności Fundacji Zglenickiego

††††††††††††††††††††††††††††††††††††††††††††

Inny polski geniusz energetyki, prof. Bohdan Żakiewicz

Komentarze 2 to “Płk. inż. Witold Zglenicki”

  1. Wojciech Właźliński said

    Niewiele więcej mogę zrobić poza podziękowaniem za przypomnienie sprawy Witolda Zglenickiego.
    Przypominałem o tym już bardzo dawno moimi bardzo ograniczonymi środkami ale nie znalazłem żadnych reakcji rządowych. Milczenie instytucji rządowych trwa do dzisiaj mimo istnienia Fundacji Nauki Polskiej im. inż. Witolda Zglenickiego która bardziej skutecznie zaprezentowała materiały na ten temat a ostatnio o wiele szerzej, za co chwała.
    Przypomina mi się, o czym też wspominałem, że istnieją albo istniały jakieś sumy związane ze sprawą Zglenickiego które były zdeponowane w banku w Ameryce, zdaje się w Stanie Michigen. Pisze odręcznie a więc dlatego „zdaje się”.
    W internetowej stronie tej Fundacji powinno chyba coś być na ten temat.

  2. […] Płk. inż. Witold Zglenicki […]

Sorry, the comment form is closed at this time.