Grypa666's Blog

Co gorsze grypa czy kompleks jot?

Kwiaty Galilei

Posted by grypa666 w dniu 30/05/2010

Wspomóż blog – na konto lub Pay Pala

††††††††††††††††††††††††††††††

REWELACJA Z OSTATNIEJ CHWILI:

„Double agent” Bein zdemaskowany przez polskich patriotow

Do czasu zweryfikowania tego epokowego odkrycia, forum grypa666 bedzie zamkniete. Zainteresowanych dyskusja odsylam na tamtejsze forum.

††††††††††††††††††††††††††††††

A propos hyper-agenta jak Bein, czytaj serie „Rotszyldowski hyper-agent” na pod-stronie „Biale kruki i plamy”

Na tej samej pod-stronie wkrotce moja ksiazka „NATO na Balkanach”, m.in. dowiesz sie tam o Akcjach Blysk i Burza sil chorwackich w 1995 r. przeciw etnicznym Serbom oraz ustaszowskim ludobojstwie z udzialem duchowienstwa podczas II wojny swiatowej

††††††††††††††††††††††††††††††

Fragment z niedawno przetłumaczonej, pięknej książki „Kwiaty Galilei” Izraela Szamira. Dziękujemy tłumaczowi Romanowi Łukasiakowi za pozwolenie publikacji.  Dla grypa666, fragment wybrał Adam.

Część druga: Kwiaty Galilei

Esej ten napisałem wiosną 2001 roku, a jego celem było zburzenie judeochrześcijańskiego” mitu amerykańskiego pochodzenia, ażeby pomóc wierzącym chrześcijanom zrozumieć prawdziwą współzależność pomiędzy narratywem chrześcijańskim i żydowskim.

Gdy w roku 1543 gnane tajfunem portugalskie szkunery zbliżyły się do brzegów Japonii, zdumieni marynarze nie mogli uwierzyć własnym oczom: podczas ciepłego wiosennego dnia tropikalna wyspa była pokryta śniegiem. Byli świadkami prawdziwego ósmego cudu świata – kwitły dzikie japońskie wiśnie, sakura. Gdy zbawcze niebiosa darują ziemi ten sezonowy dar, Japończycy zapominają o żonach i dzieciach, o obowiązkach w pracy, o swoich pracodawcach i kontach. Siedzą pod kwitnącymi drzewami, piją sake i piszą wiersze, krótkie i celne jak strzały.

Dlatego właśnie w te dni, pozostawiwszy za sobą nasze ludzkie problemy, siedzę pod jasnym obłoczkiem drzewa i patrzę na kwitnące białoróżowym kwiatem migdałowce, pokrywające wzgórza Galilei. Te piękne kwiaty to nasza odmiana japońskiej sakury, one także skłaniają do spokojnego zachwytu. Niebo jest kryształowo czyste a w powietrzu czuć słodki miód. Żółte stokrotki tańczą w zielonej soczystej trawie przy korzeniach migdałowca, rozsypane pomiędzy fioletowymi cyklamenami i szkarłatnymi anemonami. Monumentalne, jak gdyby teatralne, dekoracje dalszego planu zapewnia potężny śnieżny masyw Jabal al Sheikh (góra Hermon). Palestyna jest siostrą Japonii. Te górzyste kraje zamieszkują uparte górskie plemiona, strzegące swoich obyczajów i tradycji.

Przy całym podobieństwie krajobrazu, są także różnice. Wzgórze, na którym siedzimy (całe białe, jak piana przyboju w Jaffie), to ruiny wioski. Gdybyśmy byli w Japonii, to na pewno wioska byłaby żywa i pełna ludzkich głosów. Wioska Birim jest martwa, już od pięćdziesięciu lat. Jest piękna nawet po śmierci, jak Ofelia, płynąca w dół rzeki na przedrafaelowskich obrazach Millais. Nie zburzyła jej wojna, lecz jej chrześcijańscy mieszkańcy zostali wygnani z domów po wojnie w roku 1948. Nakazano im wyjechać na jakiś czas, na tydzień lub dwa, ze względów „bezpieczeństwa”. Nie mieli wyboru – zawierzyli izraelskim oficerom i pozostawili swe domy. Żydowscy saperzy wysadzili wioskę, a kościół otoczyli drutem kolczastym. Chłopi zwracali się do izraelskiego Sądu Najwyższego, do rządu, wyznaczano komisje i podpisywano petycje.

Nic nie pomogło. Od tego czasu minęło już pięćdziesiąt lat, a oni wciąż mieszkają w sąsiednich wioskach, i tylko w niedziele wracają modlić się w swoim kościele. Ich ziemie zabrali żydowscy sąsiedzi, lecz oni dotychczas przywożą tutaj swoich zmarłych, aby pochować ich na przykościelnym cmentarzu, pod osłoną krzyża. Przed przyjściem izraelskiej armii ta, teraz starta z lica ziemi, wioska z osieroconym kościołem była domem dla chrześcijan Birim. Wiekami żyli pod władzą islamu, pogodzeni ze swymi muzułmańskimi sąsiadami z Nebi Yosha i starożytną społecznością sefardyjskich Żydów z pobliskiego Safed. Ta Guernica Galilei obala mit o „wojnie cywilizacji”, zgodnie z którym cywilizacja judeochrześcijańska przeciwstawia się strasznemu islamowi. Wśród zwolenników tego mitu, stworzonego przez Samuela Huntingtona, można znaleźć Marca Richa i obecnego mieszkańca Nowego Jorku W. J. Clintona, oraz przyjaciela A. Sharona – G. W. Busha.

Sprawy na Bliskim Wschodzie miały się źle także przed obecnymi napadami na muzułmanów. Lecz proizraelscy uczeni mężowie cytują w New York Times mrożące krew w żyłach sury Koranu o dżihadzie i, jako „dowód” muzułmańskiego okrucieństwa i nietolerancji, przypominają stare opowieści o wojnach religijnych i prześladowaniach. Żydowska pani z wyższych sfer, Barbara Amiel, żona wielbiciela Pinocheta i magnata medialnego Conrada Blacka, pisze, śmiejąc się w kułak, o muzułmańskiej „nietolerancyjności” i żydowskim „umiarkowaniu”. Ażeby rozpalić nienawiść, izraelskie lobby pociąga za wszystkie sznurki. Przed idealizowaniem Izraela arabscy szejkowie w filmach z Rudolfem Valentino w roli głównej byli przedstawiani, jako romantyczni bohaterowie. Dzisiaj, proizraelscy producenci Hollywood trzaskają propagandowe filmy o nieogolonych muzułmańskich terrorystach w typie Edwarda D. Wooda juniora. Nowe uprzedzenie wzmacniane jest setki razy przez Chrześcijański Kongres Syjonistyczny, w którym podnoszą się głosy w „obronie palestyńskich chrześcijan przed muzułmańskimi(!?) prześladowaniami”. Ludzie ci na pewno nigdy nie byli wśród ruin Birim.

Do mojego przenośnego komputera przyszedł kolejny list, tym razem z Gazy. Amerykanka Alison Weir z San Francisco, która, kryjąc się przed izraelskimi kulami, pociesza śmiertelnie przerażone palestyńskie dzieci, pisze:

Najgorsze, że prawda jest o wiele straszniejsza i o wiele mniej podobna do tego, co nam się wydawało wcześniej, i co dotychczas myślą inni. Kłamstwo jest wszechobecne, ucisk powszechny, a życie Palestyńczyków zbyt straszne, aby o nim spokojnie pisać.

Na nieszczęście, Alison ma rację. Spotykamy się twarzą w twarz z wielkim kłamstwem, rasistowskim oszczerstwem, z oskarżaniem muzułmanów o krwiożerczość, i najwyższy czas to wszystko powstrzymać. Nie uważam, że problemy Bliskiego Wschodu związane są z islamem. Lecz jeśli zwolennicy Izraela chcą obudzić śpiącego potwora religijnej nietolerancji i napuścić chrześcijan na muzułmanów – sprawdźmy najpierw ich konto. Jeśli ci „chrześcijańscy syjoniści” martwią się o Chrystusa, a nie tylko o Syjon, pokażmy im, co Żydzi czują w stosunku do Chrystusa, i jak odnoszą się do Niego muzułmanie. Rami Rozen przedstawił żydowską tradycję w obszernym artykule na stronach izraelskiej gazety Haaretz (28.1.94):

Żydzi odczuwają w stosunku do Chrystusa to samo, co czuli w wieku IV i w Średniowieczu… Nie jest to strach, lecz nienawiść i pogarda. W ciągu wieków Żydzi zatajali przed chrześcijanami swoją nienawiść do Jezusa, i tradycja ta trwa do dzisiaj.

”Jest to (Jezus Chrystus) wstrętny i odrażający typ”, wtrącił ważny współczesny żydowski filozof. „Wstręt ten Żydzi religijni przekazali wszystkim Izraelczykom” – zauważył Rozen.

W Boże Narodzenie, pisze jerozolimska gazeta Kol Ha’Ir (14.12.93), chasydzi nie czytają świętych ksiąg, ponieważ mogłoby to uratować Jezusa przed wieczną karą. Talmud uczy, że Jezus gotuje się w piekle, w kotle z kipiącym kałem (Gittin, 56b-57a). Dlatego w Boże Narodzenie tną papier toaletowy. Zwyczaj ten zaczął już zanikać, lecz chasydzi z sekty „Chabad”, zajadli szowiniści i wrogowie Chrystusa, odtworzyli go. Amerykańska żydowska gazeta Forward (10 stycznia 2003) poświęciła długi artykuł żydowskim obyczajom bożenarodzeniowym. Wschodnioeuropejscy Żydzi, pisze gazeta, grają w Boże Narodzenie w karty, aby niczym dobrym nie uczcić pamięci Tego, kto urodził się w tę noc. Żydzi nie mówią „Boże Narodzenie” [po angielsku „Christmas”], lecz posługują się obraźliwymi wyrażeniami, na przykład, „nitlnacht” (kalambur od nit, po polsku – nic, lub hebrajskiego nitleh – powieszony); „kratzmakh” (w jidysz „świerzbienie”); „taluy-nakht” – noc powieszonego; ”blinde nakht”- ślepa noc (kalambur pochodzący z ukraińskiego, w którym swiatyj weczyr, Żydzi zamienili na slipyj weczyr – ślepa noc); „chworizdwo” (kalambur, z ukraińskiego rizdwo – Boże Narodzenie, i białoruskiego chworij – chory)”. Forward kończy: „Żydzi nie znoszą Bożego Narodzenia, gdyż w tym dniu chrześcijanie świętują swoją absurdalną i obrzydliwą wiarę we Wcielenie”. Po uporczywej walce, organizacje Żydów amerykańskich dopięły swego – w Ameryce zabroniono śpiewać kolędy w szkołach, zakazano wystawiać szopki i nawet pozdrawiać z okazji Bożego Narodzenia.

Pamiętam jeszcze starych Żydów, plujących w stronę kościoła, gdy tamtędy przechodzili, i przeklinających martwych gojów, gdy przechodzili koło chrześcijańskiego cmentarza. Rok temu, w Jerozolimie pewien Żyd postanowił odnowić tę tradycję: napotkawszy procesję, plunął na Święty Krzyż. Policja uratowała go przed nieprzyjemnymi konsekwencjami, a sąd ukarał mandatem 50 dolarów, pomimo jego twierdzenia, że jedynie spełniał swój religijny obowiązek.

W zeszłym roku izraelski tabloid, gazeta Yediot Achronot, wydała żydowską antyewangelię, Toledoth Eshu, pochodzącą ze średniowiecza. Jest to w ostatnim czasie już trzecie wydanie, w tym jedno gazetowe. Jeśli Ewangelia głosi miłość, to „Toledoth” głosi nienawiść do Chrystusa. Bohaterem tej książki jest Judasz. Uzyskuje on władzę nad Jezusem i znieważa go. Według „Toledoth”, zamiary Chrystusa wyrastają z grzechu, cuda Chrystusa to czary, zmartwychwstanie – trick.

Opisując Mękę Chrystusa, Joseph Dan, profesor żydowskiego mistycyzmu na Hebrajskim Uniwersytecie w Jerozolimie, stwierdza:

Współcześni żydowscy apologeci, poparci nie bez wahania przez Kościół, wolą zwalić winę na Rzymian. Lecz Żydzi średniowieczni w ogóle nie chcieli zwalać odpowiedzialności na innych. Udowadniali, że Jezusa należało zabić, i byli dumni z tego, że go zabili. Żydzi nienawidzili i pogardzali Chrystusem i chrześcijaństwem.

Profesor Dan zauważa: trudno wątpić w to, że żydowscy wrogowie Chrystusa wydali na niego karę śmierci. Nawet dzisiaj Żydzi w Izraelu nie używają imienia Jezus, tylko pogardliwego skrótu jego imienia – Jeszu (zamiast Jeszua), co można zrozumieć jako przekleństwo, „niech sczeźnie imię jego”. (Uczeni nie są pewni, czy przekleństwo powstało z Jego imienia, czy na odwrót). Tak samo z Ewangelią, którą Żydzi nazywają „Avon Gilaion”, Księga Grzechu. Takimi to serdecznymi uczuciami obdarzają Chrystusa przyjaciele chrześcijańskich syjonistów.

A muzułmanie? Oni oddają cześć Chrystusowi! Nazywają Go „Słowem Boga”, „Logosem”, „Mesjaszem”, „Chrystusem”, „Prorokiem” i uważają za Posłańca Boga, takiego, jak Abraham, Mojżesz i Mahomet. Wiele rozdziałów Koranu opisuje historię Chrystusa, Jego niepokalane poczęcie i mękę. Jego święta matka jest czczona i otoczona powszechną miłością, a niepokalane poczęcie jest jednym z dogmatów islamu.

Imię Chrystusa sławi złota kopuła Haram al-Sharif. Według muzułmańskiej wiary, właśnie tutaj założyciel islamu spotkał Chrystusa i wspólnie się modlili. Zbiór hadisów, czyli muzułmańska tradycja, mówi w imieniu proroka: „Nie zabraniamy wam wierzyć w Chrystusa, a wprost przeciwnie, nakazujemy”. Tradycja islamska utożsamia Mahometa z Parakletem-Pocieszycielem (Jana 14:16), którego przyjście przepowiedział Jezus. Muzułmanie czczą miejsca, związane z Jezusem: miejsce Wniebowstąpienia, grób Łazarza i miejsce Narodzenia Jezusa Chrystusa sąsiadują z meczetami i są udostępnione chrześcijanom.

Chociaż muzułmanie (jak wielu protestantów) nie uważają Jezusa za Boga, to uważają go za Mesjasza, Pomazańca Bożego i przebywającego na niebiosach. Taka religijna idea, znana nestorianom i innym wczesnym kościołom, lecz odrzucona przez prawosławie i katolicyzm, otworzyła furtkę dla tych Żydów, którzy nie mogli zrezygnować z prostolinijnego monoteizmu. Dlatego wielu palestyńskich Żydów (i chrześcijan) w siódmym wieku przyjęło islam i stało się palestyńskimi muzułmanami. Pozostali w swoich wioskach, nie wyjechali do Polski lub Anglii, nie zmuszali się do jidysz, nie studiowali Talmudu, lecz w dalszym ciągu paśli owce i uprawiali migdały. Pozostali wierni swojej ziemi i wielkiej idei ogólnoludzkiego braterstwa.

Na południe od Hebronu, w ruinach Susiah, można zobaczyć, jak w ciągu dwóch wieków synagoga stopniowo przekształcała się w meczet, w miarę tego, jak mieszkańcy pobliskich pieczar odchodzili od wiary babilońskich czarowników i przyjmowali islam. Ci pasterze wciąż jeszcze mieszkają tutaj, w tych samych pieczarach. W zeszłym roku izraelska armia dwukrotnie próbowała wygnać ich, aby zrobić miejsce dla nowych kolonistów z Brooklynu.

Dlaczego w tej porze kwitnienia migdałów rozmyślam na bolesny temat stosunku Żydów i muzułmanów do Chrystusa? Dlatego, że ktoś powinien zatrzymać młyny nienawiści, które uruchomili stronnicy Izraela. Dlatego, że pojęcie „judeochrześcijaństwa” wykorzystywane jest dla usprawiedliwienia drutu kolczastego wokół kościoła w Birim i czołgów wokół Betlejem. Dlatego, że naszym obowiązkiem jest usuwanie przeszkód ze ścieżki ślepca.

Przeważająca część chrześcijańskich syjonistów – to proste błądzące dusze, ludzie o szlachetnych zamiarach, lecz niewielkiej wiedzy. Myślą, że „popierają Żydów”, lecz w rzeczywistości pomagają propagować wśród Żydów duch nienawiści do Chrystusa. Nieprzypadkowo bohater „biblii syjonistów”, książki Leona Urisa „Exodus”, w swym pokoju miał plakat, głoszący: „To my ukrzyżowaliśmy Chrystusa”.

Nieprzypadkowo izraelski żołnierz na zablokowanej drodze do Betlejem powiedział mi wczoraj: „Zamorzymy drani”, mając na myśli chrześcijan, miejscowych mieszkańców miasta Narodzenia Chrystusa. Nie na próżno Ewangelia była w Izraelu publicznie palona, i nie przypadkiem jest tam powszechnie kolportowana literatura antyewangeliczna. Nieprzypadkowo nowi rosyjscy imigranci są prześladowani i wydalani z kraju, jeśli nawracają się na wiarę Chrystusa. Zgodnie z nowym antychrześcijańskim ustawodawstwem każdego głosiciela wiary chrześcijańskiej można w Izraelu wsadzić do więzienia, i nie bez powodu izraelscy archeolodzy usuwają z powierzchni Ziemi Świętej chrześcijańskie świątynie i pomniki. Liderom chrześcijańskich syjonistów, którzy, oczywiście, wiedzą o tych faktach, lecz prowadzą swoje niewinne stado drogą Antychrysta, powiem:

Lecz kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza. Biada światu z powodu zgorszeń! Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia, lecz biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie. [Mateusza 18:6,7]

Moim żydowskim braciom powiem: nie musicie postępować zgodnie z przekonaniami średniowiecznych Żydów. Każdy Żyd może decydować sam, czy ma się modlić za zgubę gojów, czy razem z chłopami Birim i Betlejem sławić Ziemię Świętą.

Wśród narodu żydowskiego zawsze żyją duchowi potomkowie proroków, którzy chcieli przynieść pokój i błogosławieństwo wszystkim dzieciom Adama. Klnę się na te kwitnące migdały, powołani jesteście do spełnienia proroctwa: „Przecież ma się on [Abraham] stać ojcem wielkiego i potężnego narodu, i przez niego otrzymają błogosławieństwo wszystkie ludy ziemi” [Genesis 18].

Sorry, the comment form is closed at this time.